Skip to content
Menu
Zbiegowisko
  • Kontakt
  • O mnie
Zbiegowisko

Ostatnie wpisy

  • Szczęście. 11 kwietnia, 2026

Kategorie

  • #mottonadzis
  • Co mnie motywuje z rana?
  • Dzień za dniem, czyli kolejny wpis
  • Dzień za dniem, czyli kolejny wpis…

Bal Wszystkich Świętych

Opublikowano 1 listopada, 2021

Poniedziałek. Listopad. Pierwszy dzień miesiąca. Rześki poranek. Słońce daje popalić. Panele produkują prąd. A ja produkuję się na treningu. Miało być mocno, ale… Zawsze jest jakieś ale? Nie! Nie zawsze. Dzisiaj chęci i zaangażowanie na najwyższym poziomie. Zabrakło siły? Dziś nogi z betonu.

Magia słuchawek w uszach zadziałała. Miało być mocno, ale nawet poranne rozciąganie, rolowanie itp podobne zabiegi nie pomogły. W słuchawkach zabrzmiał głos informujący o tempie i tętnie. Wszystko na odwrót: tempo niskie a tętno wysokie. To nie wróżyło nic dobrego. Poddać się? Nie! Nic z tych rzeczy. Spróbuje to przepracować. Pierwsze dwa kilometry zgodnie z złożeniami, ale było ciężko. Trzymałem się środkowego zakresu zakładanego tempa. Potem miały być osiemdziesięciometrowe odcinki szybkie i wolne, szybkie i wolne, na zmianę. No i wyszło to co wyszło. Jedynym pocieszeniem było to, że odpędzałem skutecznie myśli o przejściu do marszu. Nie, nie, nie… nie mogę się poddać, jeśli z tego ma coś wyjść. Męczyłem się niemiłosiernie, ale na końcu byłem już zadowolony, bo wytrwałem. Na koniec jeszcze dwukilometrowy odcinek schłodzenia i można odnotować sukces. Połowiczny, ale jest! Zakładam, że będzie dobrze, nie ma innego wyjścia, musi być dobrze. Zrealizuję ten plan. Jutro odpoczynek, a w środę ciąg dalszy.

W domu choroba. Ja się trzymam. Aga – smarcze. Ja nie poddaję się. Przecież dopiero co wstałem „z klęczek”. Suplementuję się witaminami. Witaminami i żelazem z kwasem foliowym, bo w stacji krwiodawstwa zostałem zdyskwalifikowany za niski poziom hemoglobiny. Po miesiącu zrobiłem badania, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Nic mnie nie złamie, żaden COVID, żadna grypa i inne takie tam.

W południe msza i procesja na cmentarzu. Staliśmy całymi rodzinami nad grobami najbliższych. To jeden z tych niewielu dni, kiedy zwalniamy, zatrzymujemy się, zawieszamy na kołku nasze spory i waśnie i jednoczymy się. I nic nie jest w stanie tego zmienić. Nawet źle ustawione znicze, czy mniej bogata wiązanka, czy oklapłe chryzantemy. Nic. Ta Matka i ten Ojciec, nad grobem których się pochylamy, tak jak przez całe życie nie byli w stanie pojednać nas, tak teraz… Trochę spóźniony ten Bal Wszystkich Świętych.

Miłych refleksji, miłego wieczoru… do miłego zobaczenia.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O witrynie

Mam swoje zajawki i o nich najczęściej będę pisać. O moim bieganiu, o tym co mnie motywuje. Może się trochę rozwinę, a może to wyewoluuje w zupełnie innym kierunku. Czas pokaże…

Dotychczasowe wpisy

Najnowsze komentarze

  • admin - Do paczkomatu i z powrotem…
  • admin - Do paczkomatu i z powrotem…
  • Daria - Do paczkomatu i z powrotem…
  • Żaneta - Do paczkomatu i z powrotem…
  • micha - Strefa komfortu…
czerwiec 2026
P W Ś C P S N
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  
« kwi    

Kategorie

  • #mottonadzis
  • Co mnie motywuje z rana?
  • Dzień za dniem, czyli kolejny wpis
  • Dzień za dniem, czyli kolejny wpis…
©2026 Zbiegowisko | Powered by SuperbThemes