
„Żeby znaleźć przyjaciela trzeba przymknąć oko. Żeby go zachować trzeba przymknąć oba.” – Norman Douglas
Na początku nie wiedziałem, że to właśnie będzie ta relacja. Nie było wielkich fajerwerków. Raczej krótkie wyjścia, ciężki oddech i pytanie: „po co mi to?”. Ale wracałem. Raz po raz.
I tak, trochę niepostrzeżenie, zaprzyjaźniłem się z bieganiem. To nie była łatwa przyjaźń. Bo ono nigdy nie dawało nic za darmo. W pakiecie dostałem wszystko: cierpliwość, dyscyplinę, konsekwencję… ale też samotność i ból. A jednak – gdzieś między jednym krokiem a drugim – pojawiały się chwile, dla których warto było wracać: radość, szczęście, euforia, rozwój. I wtedy rozumiesz, że to nie tylko bieganie. To coś więcej. Ostatnio czas się zmienił. Zabrano mi tę jedną godzinę światła o poranku. Wstaję – wciąż ciemno. I przez chwilę mnie to przytłacza. Ale przymykam oko… bo wiem, że to tylko fragment drogi. Wychodzę z pracy – jest jeszcze jasno. I znowu przymykam oko. Szukam tego, co mogę wykorzystać, zamiast tego, czego mi brakuje. Ostatni trening? Zmęczył mnie. Tak, jak miał. Ale był lepszy niż poprzedni. I to wystarczy. Nie wszystko musi być perfekcyjne – ważne, żeby było o krok dalej. Znów przymykam oko… ale tym razem świadomie, wyciągając wnioski. W domu pachnie świętami. Pasztet kusi. Baba jeszcze bardziej. I wiesz co? Nie walczę z tym. Bo jutro rano wyjdę i pobiegnę. Zrobię miejsce – nie tylko na jedzenie, ale na kolejne doświadczenie, kolejny krok, kolejną wersję siebie. Powiem ,że może właśnie na tym polega ta przyjaźń – że czasem trzeba przymknąć oczy… i po prostu biec dalej.
Wesołych Świąt.
